Blog

Jak zgłosić znęcanie się nad zwierzęciem

Pies na krótkim łańcuchu bez wody. Kot zamknięty w pustym mieszkaniu. Większość ludzi zobaczy to raz w życiu i nie wie, gdzie dzwonić — a zanim się dowie, rezygnuje.

Podejrzenie znęcania się zgłasza się źle z dwóch powodów. Po pierwsze nie wiadomo, gdzie to należy — policja, weterynaria, urząd gminy? Po drugie nikomu się nie chce, bo prawie zawsze chodzi o sąsiada. Skutek jest zawsze ten sam: zanim się to wyjaśni, mija tydzień, a zwierzę nadal jest tam, gdzie było.

To jest opis postępowania, nie porada prawna. Dotyczy realiów polskich.

Najpierw jedno pytanie: czy zwierzęciu grozi coś w tej chwili?

Jeśli tak — zwierzę jest zamknięte w rozgrzanym samochodzie, jest wyraźnie ranne albo ktoś krzywdzi je na oczach świadków — należy dzwonić na 112.

I tu jest różnica, o której warto wiedzieć: w sytuacji nagłej zwierzę może zostać odebrane od razu. Ustawa o ochronie zwierząt pozwala na to policjantowi, strażnikowi gminnemu albo przedstawicielowi upoważnionej organizacji społecznej — a decyzję wydaje wójt, burmistrz lub prezydent miasta już po fakcie. Nie trzeba więc czekać na urzędowy tryb.

Gdzie zgłoszenie należy, gdy nie chodzi o minuty

Są trzy drogi i najlepiej działają razem:

  • Organizacja społeczna, której statutowym celem jest ochrona zwierząt — najczęściej lokalne koło Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami albo OTOZ Animals. To one mają uprawnienia, doświadczenie i zwykle najkrótszą drogę do skutku.
  • Powiatowy lekarz weterynarii (Inspekcja Weterynaryjna) — ocenia stan zwierzęcia od strony fachowej i jego opinia jest tym, na czym opiera się urząd.
  • Urząd gminy lub miasta. To wójt, burmistrz albo prezydent wydaje decyzję o odebraniu zwierzęcia.

Strażnicy miejscy i policja bywają pierwszym ogniwem w sytuacjach nagłych, ale sprawę i tak przekazują dalej.

Co przygotować przed telefonem

Zgłoszenie, które da się sprawdzić, zawiera cztery rzeczy:

  • Gdzie. Dokładny adres albo opis miejsca, po którym trafi tam ktoś obcy.
  • Kiedy. Data i godzina. A przede wszystkim: czy to sytuacja jednorazowa, czy stan trwający od tygodni?
  • Co widać. Fakty, nie oceny. Opis „pies jest na łańcuchu długim na metr, bez budy, miska pusta“ nadaje się do sprawdzenia. Zdanie „właściciel to okropny człowiek“ nie.
  • Kontakt do siebie. Dlaczego — o tym niżej.

Zdjęcia i nagrania pomagają, ale tylko te zrobione z miejsca, gdzie wolno przebywać — z ulicy, z chodnika, z własnej posesji.

Anonimowo można, ale warto się zastanowić

Zgłoszenie anonimowe zostanie przyjęte i może zostać sprawdzone. Z nazwiskiem i telefonem pracuje się jednak inaczej: można dopytać o rzeczy, których z opisu nie widać, i można na końcu powiedzieć, jak sprawa się skończyła. Przy zgłoszeniu anonimowym nie dowiadujemy się niczego.

Jeśli jest obawa, że informacja dotrze do sąsiada, warto zapytać wprost, jak zostanie potraktowane nazwisko. To pytanie w pełni uzasadnione.

Cztery rzeczy, które sytuację pogorszą

Nie należy wchodzić na cudzą posesję. Ani po zdjęcie, ani z wodą dla psa. Dowód zdobyty w ten sposób da się podważyć, a osoba zgłaszająca sama znajdzie się w roli tej, która coś naruszyła.

Nie należy konfrontować się z właścicielem. Po awanturze zwierzę znika do stodoły albo do rodziny, a kontrola nie zastaje niczego.

Nie wolno zabierać zwierzęcia samemu. Bez względu na to, jak to wygląda. Odebrać je mogą tylko osoby wymienione wyżej.

Nie należy zaczynać od mediów społecznościowych. Post, który się rozejdzie, zwykle nie pomaga: właściciel zdąży się przygotować, urząd zamiast pracy odbiera setki telefonów, a gdy okaże się, że sytuacja wyglądała inaczej, skutek ponosi ktoś, kto na to nie zasłużył.

Co się dzieje potem

Następuje kontrola. W zależności od tego, co zastanie, kończy się nakazem poprawy w wyznaczonym terminie, karą albo odebraniem zwierzęcia. W poważniejszych sprawach trafia to do prokuratury, bo znęcanie się nad zwierzęciem jest przestępstwem, nie wykroczeniem.

Warto liczyć się z tym, że nie będzie to szybkie i nie dowiemy się od razu. Kontrola odbywa się bez osoby zgłaszającej i nie jest zapowiadana.

Gdy naprawdę nic się nie dzieje

Zgłoszenie warto powtórzyć na piśmie. Pismo ma w urzędzie inną wagę niż telefon, bo zostaje po nim ślad. Gdy i to nie pomaga, pozostaje wojewódzki lekarz weterynarii oraz organizacja społeczna, która potrafi doprowadzić sprawę do końca.

I na koniec to nieprzyjemne

Nie każde zgłoszenie kończy się odebraniem zwierzęcia. Wiele sytuacji, które z zewnątrz wyglądają źle, przy kontroli okazuje się mieścić w granicach prawa — i bywa to powodem do złości. Mimo to obowiązuje zasada, że nikt nie zareaguje tam, gdzie o problemie się nie dowie.

Zgłoszenie, które donikąd nie doprowadziło, nie jest więc bezużyteczne. Bezużyteczne jest to, którego nikt nie złożył.

Z bloga